wielkifutbol - San Siro
  Piłka nożna - wstęp
  => Estadio Santiago Bernabeu
  => Camp Nou
  => San Siro
  => Stamford Bridge
  => Craven Cottage
  => Old Trafford
  => Stadion Narodowy
  => Amsterdam ArenA
  => Gent - Lokeren
  => Singapur
  => Bristol City - Ajax
  => Stade de France
  => Signal Iduna Park
  => Wembley
  => Anglia-Polska 2013
  => Taca de Portugal
  => Superpuchar Europy 2014
  => Liga walijska
  => Liga maltańska
  => Emirates Stadium
  => Bristol Rovers
  => Purnell Sport
  => Stadion Wojska Polskiego
  => Anfield Road
  => Old Trafford 2
  => Sheffield FC - najstarszy klub
  => Madera
  Żużel
  Tenis
  Wimbledon 2014
  Wimbledon 2015
  Diamond League
  Historia Startu Pawłów
  Zakłady bukmacherskie
  Moje publikacje
  Kontakt
  Bohemians 1905 Praga
  Chile - Argentyna

 

SAN SIRO – LA SCALA FUTBOLU

 

Na pomysł wyjazdu do Mediolanu na mecz Serie A wpadliśmy w połowie listopada, zaraz po przyjeździe z Barcelony, gdzie na słynnym Camp Nou obejrzeliśmy najlepszą drużynę pierwszego dziesięciolecia XXI wieku w meczu ligi hiszpańskiej z Mallorcą. Pierwszą opcją było zamówienie biletów na samolot, co w dobie wszelakich promocji i upustów nie było rzeczą trudną. Cena w obie strony wyniosła 33 funty, więc nie mogliśmy narzekać na wygórowane ceny. Następną sprawą był zakup biletów na mecz. Po przeszukaniu Internetu znaleźliśmy najlepszą i najtańszą opcję firmy zajmującej się dystrybucją biletów na wszelkie imprezy sportowe, której oferta wynosiła 30 euro za bilet na mecz Milan-Livorno zaplanowany na 31 stycznia 2010 roku na godzinę 15. Po zakupie biletów nadszedł czas na hotel, którym się okazał ABC, położony w centrum miasta, kilka minut pieszo od głównej atrakcji Katedry Duomio. Nocleg wynosił około 30 euro za dobę, łącznie ze śniadaniem. Po przestudiowaniu map miasta i planu metra nadszedł wreszcie czas wylotu.

Po wylądowaniu w Bergamo zaskoczyła nas pogoda, mianowicie płyta lotniska była pokryta białym puchem. To miejsce jest położone niedaleko pobliskich Alp i opady śniegu nawet w słonecznych, mogłoby się wydawać Włoszech, są zimą na porządku dziennym. Po przejściu odprawy udaliśmy się na przystanek autobusowy, skąd za 6 euro skorzystaliśmy z oferty przewozowej jednej z firm zajmującej się połączeniami z lotniska do centrum Mediolanu. Po godzinnej jeździe autostradą dotarliśmy do stolicy Lombardii. Następnie metrem pojechaliśmy na główny plac miasta mianowicie Plac Duomio, na którym znajduję się jedna z głównych atrakcji miasta Katedra Duomio. Można tutaj zobaczyć ogrom turystów z całego świata, różnych artystów prezentujących swoje umiejętności czy różnego rodzaju przebierańców stojących nieruchomo, stwarzających tym samym możliwość zrobienia sobie pamiątkowej fotki na tle katedry, oczywiście za drobną opłatą. Znajduje się tutaj także Galeria Victora Emmanuela II, której kopuła jest rozjaśniona tysiącem światełek, robiąc po zachodzie słońca imponujące wrażenie. W środku tego miejsca jest mozaika przedstawiająca dzika, zaś stare porzekadło mówi o tym, żeby się obrócić na owym dziku na pięcie, co ma przynieść dużo szczęścia w przyszłości.


Niedaleko od najważniejszego placu miasta znajduje się słynna La Scalla, która jest usytuowana obok pomnika Leonarda Da Vinci. Z zewnątrz nie robi dużego wrażenia, zbytnio nie wyróżniając wśród pobliskich budynków.

Mediolan słynie także z mody i jest uważany za światową stolicę, więc w centrum nie mogłoby się obejść bez sklepów najlepszych projektantów takich jak Versace, Valentino, Luis Vuitton, Prada, Armani i wiele innych. Akurat w okresie mojego pobytu była wyprzedaż w każdym sklepie i każdy mógł skorzystać z „przystępnej ceny” markowych garniturów Armaniego za „jedyne” 4 tysiące euro czy możliwości kupna skórzanej kurtki Prady za 9 tysięcy. Takie sklepy nie mają wielu klientów w ciągu dnia, jednak nastawione są one na wąską grupę kupujących, mając zapewne większy dzienny obrót niż wszystkie sklepy Biedronki w Lublinie;-)



Jednak najważniejszym celem naszej podróży był jeden z najsławniejszych stadionów na świecie – Stadion Giuseppe Meazza San Siro. Położony jest w zachodniej części Mediolanu i jest obiektem, na którym występują dwie lokalne drużyny –Milan i Inter. Jest w stanie pomieścić 85 tysięcy kibiców, był także areną, na której rozgrywano mecze Mistrzostw Świata w 1934 i 1990 roku. Pod względem pojemności ten stadion jest największy we Włoszech i trzeci w Europie, zaś ze względu na obecność w mieście słynnej opery jest także określany mianem „La Scali futbolu”. Gospodarze meczu z Livorno Milan to siedemnastokrotny mistrz Italii, siedmiokrotny zwycięzca Pucharu Europy a w szeregach drużyny grali min.tacy sławni zawodnicy jak Fabio Capello,Giovanni Trapattoni, Gianni Rivera, Marco Van Basten, Ruud Gullit, Kaka czy Cafu.

Milan jest jednym z najbardziej popularnych klubów na świecie a do stolicy Lombardii ściągają wycieczki fanów z całego globu w celu obejrzenia na żywo swojej ulubionej drużyny. My także dołączyliśmy się do tego grona i w sobotę po ulokowaniu się w hotelu udaliśmy się metrem na stację Lotto, skąd dzieliło nas tylko kilkaset metrów pieszo od punktu naszego przeznaczenia, czyli stadionu San Siro. Obiekt jest widoczny z odległości dwustu metrów, górując nad pobliskimi budynkami. Przed stadionem w przeddzień meczu spotkaliśmy kilka stanowisk oferujących pamiątki Milanu, Interu, Juventusu czy Lazio. Można było także nabyć bilet u „koników”, jednak cena oferowana przez nich była trzykrotnie wyższa niż w cena nominalna. Następnie udaliśmy się do kasy, w której za 12 euro nabyliśmy bilety na Tour de San Siro. Podobne wizyty na sławnych stadionach oferują Real Madryt, Barcelona, Ajax Amsterdam czy Manchester United, więc spodziewaliśmy się udanej sesji. Na początku nasz przewodnik zaprowadził nas na trybunę dolną, z której w języku włoskim i angielskim opowiedział historię stadionu i przybliżył historię klubów rozgrywających na nim swoje mecze. Obiekt z tego punktu robi wrażenie, widoczność jest bardzo dobra z każdego miejsca i czuć bliskość murawy. Następnym punktem zwiedzania była sala konferencyjna, którą okazała się ściana z logiem sponsorów. W porównaniu do sali na Wembley czy na Estadio Santiago Bernabeu zaprezentowała się bardzo blado. Potem przeszliśmy do szatni Milanu, gdzie prowadzący pokazał, na którym krześle siedzą poszczególni piłkarze. Ja miałem przyjemność zasiadania w miejscu, gdzie siedzi Ronaldinho. Jednak największym zainteresowaniem cieszyło się miejsce, na którym przebiera się David Beckham, obecnie gracz mediolańskiej drużyny. Mogę stwierdzić, że szatnia klubu prezentuję się bardzo okazale, skórzane fotele w barwach klubowych i słynny stół z logiem klubu pozwala mi stwierdzić, że szatnia na San Siro jest lepsza od tej na Wembley czy na Camp Nou. Następny punkt zwiedzania to wspólne muzeum Milanu i Interu, w którym zgromadzono najważniejsze pamiątki związane z historią klubu. Znajdziemy tutaj Puchary Mistrzów, Puchary Zdobywców Pucharów, rożnego rodzaju medale, pamiątkowe koszulki czy buty Marco Van Bastena, w których strzelał gole w Serie A. Jednak nie byłem w pełni zadowolony, ponieważ nie można było robić zdjęć w muzeum, co dla każdego fana rossonerich było szokiem tak samo jak czas na zwiedzanie wynoszący tylko 20 minut. Jeszcze większym zaskoczeniem była oferta sklepu z pamiątkami obu drużyn występujących na Stadionie Giuseppe Meazzy składająca się z podobnej ilości, co na straganie przed stadionem. Niezadowolony do końca z wycieczki po stadionie zapytałem się prowadzącego o przyczynę braku możliwości robienia zdjęć w muzeum, który mi odpowiedział: -„właścicielem obiektu jest miasto a nie klub, tak samo jak pamiątek w muzeum i nie życzy sobie robienia zdjęć”. Niepojęte rzeczy, wszędzie gdzie byłem dotychczas była możliwość robienia zdjęć, z wyjątkiem San Siro. Ostatecznie drobne nieprzyjemności nie przesłoniły całego obrazu obiektu Milanu i Interu, jako jednego z najładniejszych obiektów piłkarskich na Świecie.


Następnego dnia czekał nas cel naszego przyjazdu, czyli mecz Milan – Livorno. Po zaspokojeniu naszych ciekawości kulinarnych –jak smakuje prawdziwa pizza włoska czy spaghetti z mięsem z dzika –udaliśmy się metrem na znaną nam stację Lotto, spotykając w pociągu ludzi ubranych w znajome czerwono-czarne barwy. Pod stacją czekał na kibiców specjalny autobus dowożący kibiców pod sam stadion. W powietrzu czuć było atmosferę zbliżającego się meczu, nieprzebrane tłumy kibiców zbliżały się rożnymi środkami lokomocji na słynny stadion San Siro, każdy był ubrany w barwy Milanu a plac przed obiektem był cały kolorach czarno-czerwonych. Po przejściu procedury sprawdzania, która trwała kilka minut udaliśmy się do wejścia na naszą trybunę i po pokonaniu kilku pięter zasiedliśmy na naszym sektorze. Zapełniony kibicami obiekt robi kolosalne wrażenie, w momencie wejścia uderza w ciebie fala energii wszystkich kibiców zasiadających na San Siro a ty stajesz się w jednej chwili częścią tego wielkiego spektaklu, jakim jest mecz Serie A z udziałem twojej ulubionej drużyny. Widok z każdego miejsca jest doskonały, a oprócz podziwiania zmagań piłkarzy możemy także dojrzeć pobliskie Alpy czy panoramę miasta ze słynna Katedrą Duomio na czele.

Trafiliśmy akurat na rozgrzewkę i mogliśmy się przyjrzeć z bliska takim gwiazdom jak David Beckham, Ronaldinho, Filippo Inzaghi, Klaas-Jan Huntelar, Clarence Seedorf czy Massimo Ambrosini. Zabrakło jednej z największych gwiazd Brazylijczyka Alexandra Pato, który z powodu kontuzji pozostał na ławce rezerwowych. Mecz rozpoczął się godzinie 15 prezentacją obu drużyn. Oczywiście największy aplauz wzbudzali piłkarze Milanu, zaś najgłośniejsza porcja gwizdów dostała się napastnikowi drużyny Livorno – Cristianowi Lucarelli. Były król strzelców Serie A w każdym wywiadzie deklaruje swoje przywiązanie dla obecnej drużyny a także dla Interu, klubu, który jest znienawidzony przez sympatyków Milanu. Rozpoczął się mecz, w którym przeważała drużyna gospodarzy, Ronaldinho czarował swoimi umiejętnościami technicznymi, podobającymi się publiczności, jednak nie wnosiły nic kreatywnego do gry. David Beckham starał się walczyć i dogrywać piłki do kolegów z drużyny, jednak nie był taki szybki i skuteczny jak kilka lat temu za czasów gry w Manchesterze United. Gospodarze objęli prowadzenie po akcji Ronaldinho – Beckham, który wrzucił piłkę na pole karne, a Ambrosini po nieudanej interwencji bramkarza strzelił „bramkę do szatni”.

W drugiej połowie meczu poziom gry w wykonaniu rossonerich nieco opadł i do głosu zaczęli dochodzić piłkarze gości. Po jednym z takich ataków „ulubieniec” najbardziej zagorzałych kibiców z Curva Sud wbił piłkę z pięciu metrów do bramki strzeżonej przez Christiana Abbiati, po czym kibice zaczęli skandować Lucarelli figlio di putana, czego ze zrozumiałych względów tłumaczyć nie będę. Po wyrównaniu Milan dążył do odzyskania prowadzenia jednak strzały Beckhama, Ronaldinho czy Huntelara albo miajły światło bramki albo stawały się łupem bramkarza Livorno – Francesco Benussiego. Widać było, że drużyna z San Siro nie miała pomysłu na grę i w końcu prowadzący to spotkanie Matteo Trefoloni odgwizdał koniec spotkania. Kibice wychodzący ze stadionu niezadowoleni z przebiegu spotkania skandowali fotomodellas, my zaś udaliśmy się darmowym autobusem na stację metra, następnie pociągiem na lotnisko do pobliskiej Malpensy.


Wyjazd był udany, pomimo przeciętnej gry Milanu w drugiej odsłonie meczu. Możliwość zobaczenia jednego z najsłynniejszych stadionów świata i uczestnictwo w meczu Rossonerich dało nam niezapomniane wrażenia. Mediolan urzekł swoim czarem pięknych budynków z główną atrakcją Katedrą Duomio, markowymi sklepami największych projektantów mody czy pozytywnie nastawionymi do turystów mieszkańców Mediolanu. Pogoda w miarę dopisała, było słonecznie, lecz chłodno, co nie zmieniło naszego jak najbardziej pozytywnego wrażenia, jakie wywarło na nas to piękne miasto.

 

 

Dzisiaj stronę odwiedziło już 3 odwiedzający (51 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=